Rozmowa z Doktorem psychologii Ryszardem Kulikiem

Ryszard Kulik

Dr. Ryszard Kulik jest doktorem psychologii, trenerem rekomendowanym przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne (rekomendacja II st.) Od ponad 36 lat zaangażowanym w prowadzenie grup w ramach edukacji psychologicznej i ekologicznej.

Specjalizuje się w prowadzeniu treningów interpersonalnych oraz zajęć w obszarze ekopsychologii i głębokiej ekologii. W tym przypadku wykorzystuje przyrodę i zajęcia w lesie jako źródło głębokiej inspiracji.

Jego misją jest towarzyszenie człowiekowi w procesie przekraczania oddzielenia od samego siebie, innych ludzi i przyrody. Jest autorem książek dotyczących relacji człowiek – natura, w których łączy perspektywę psychologiczną, duchową i ekologiczną, m.in. „Wystarczająco dobre życie”, „Odkrywanie natury”, „Stąpając mocno po Ziemi”, czy „Człowiek wobec natury”.

Zapalony rowerzysta i włóczykij; miłośnik dzikości i prostego życia poza głównym nurtem cywilizacji. Najwięcej o sobie i świecie nauczył się przebywając samotnie w dzikich miejscach oraz śpiąc w lesie, pod gołym niebem.

W rozmowie przeprowadzonej przez Agnieszkę Czubak z Instytutu Psychologii Stresu, Doktor Kulik przybliża koncepcję ekopsychologii jako dyscyplinę psychologiczną, która stara się przywrócić zerwaną nić łączności człowieka z otoczeniem przyrodniczym. Wyjaśnia, że współczesne oddzielenie od natury wynika z lęku przed cierpieniem oraz z nadmiernego polegania na technologii. To prowadzi do kryzysu i problemów ze zdrowiem psychicznym, ale z nich możemy też się uczyć i wyciągać mądrość.

Podkreśla, że autentyczna relacja z przyrodą wymaga akceptacji niewygody i prostoty życia, a nie jedynie traktowania lasu, jako  „plastra”,  na szybką redukcję stresu. Zachęca też do wyjścia poza antropocentryzm i dostrzeżenia, że ważna jest wymiana pomiędzy tym, co daje nam przyroda i tym, co my jej możemy dać.

Podkreśla, że  komfortowy świat to tylko substytut naszej żywej relacji z przyrodą, która obejmuje nasze ciało, emocje, relacje, nasze miejsce na Ziemi, planetarny wymiar oraz Absolut.

Kluczowym przesłaniem jest potrzeba wsłuchania się w sygnały płynące z organizmu, potrzeba samoregulacji oraz uznania naszej głębokiej zależności od ekosystemu naszej planety.

Las. Terapia lasem.

Agnieszka Czubak: Co w Pana życiu, sprawiło, że zwrócił się Pan w stronę natury, jako ważnego obszaru pracy psychologicznej? Czy było to Pana doświadczenie osobiste, czy bardziej refleksja naukowa? Czy pamięta Pan moment w życiu, w którym poczuł, że bliskość natury jest czymś fundamentalnym, a nie tylko dodatkiem do życia? Czy zawsze miał Pan w sobie tę potrzebę kontaktu z naturą, czy była to droga, która dojrzewała z czasem? 

Ryszard Kulik: Pochodzę z miasta i wychowałem się jako dziecko miasta. Moi rodzice byli prawdziwymi mieszczuchami, więc dorastałem z dala od natury. Dopiero po studiach, spotykając na swojej drodze ludzi zaangażowanych w działania na rzecz przyrody stopniowo zacząłem odkrywać bogactwo naturalnego świata. Byli wśród nich m.in. prof. Piotr Skubała, prof. Izabela Franiel i dr Janusz Korbel. Z pewnością momentem przełomowym był mój udział w kilkudniowych warsztatach ekologicznych w Dolinie Wapienicy koło Bielska Białej, które zawierały rytuał Zgromadzenie Wszystkich Istot. Od tamtej pory zaangażowałem się nie tylko w edukację ekologiczną, ale również w działania aktywistyczne dla przyrody w ramach stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot. 

Pisze Pan w artykule „Wołanie o integralną ekopsychologię” zamieszczonym w Dzikim Życiu, że oderwanie człowieka od natury to nie tylko błąd poznawczy, ale coś, co może prowadzić do degradacji środowiska i pogłębiania kryzysu. Kiedy zrozumiał Pan, że bez przywrócenia tej relacji psychologia nie daje pełnego obrazu człowieka?

Zrozumiałem to bardzo wcześnie, niedługo po studiach, w okolicach roku 1992. Czytając literaturę ekopsychologiczną wielokrotnie spotykałem się z krytyką głównego nurtu psychologii. Ta krytyka opierała się na obserwacji, że psychologia w bardzo dużym stopniu widzi człowieka w oderwaniu od kontekstu środowiskowego. Nie jest to w zasadzie nic zaskakującego, ponieważ psychologia jest częścią współczesnej kultury, która sama w sobie również jest oderwana od przyrody.

To, o czym Pan mówi, pokazuje, że bez natury trudno w ogóle zrozumieć człowieka. Gdyby miał Pan to uprościć czym właściwie, w praktyce jest ekopsychologia? Ekopsychologia to dyscyplina psychologiczna, która w praktyce stara się przywrócić zerwaną nić łączności człowieka z otoczeniem przyrodniczym.Skąd wzięło się to poczucie oddzielenia człowieka od natury? Gdzie Pan widzi jego źródło?

Głęboką przyczyną oddzielenia człowieka od natury jest lęk przed cierpieniem, które jest częścią doświadczenia życia. Ten lęk w połączeniu z ludzkim geniuszem technologicznym prowadzi do szeregu zabiegów i rozwiązań, które mają nas uchronić przed cierpieniem. W ten sposób oddzielamy się od życia, od natury, która w jakiś sposób jest dla nas zagrażająca. Nasza zapobiegliwość i asekuracja stosowana w nadmiarze ma jednak potężne koszty zarówno dla samego człowieka jak i dla środowiska. Te koszty współcześnie określamy mianem Wszechkryzysu.

Wymyśliliśmy świat, w którym czujemy się coraz bardziej komfortowo, ale który na głębokim poziomie nam i środowisku nie służy.”

Prowadzi Pan warsztaty w lesie. Co dzieje się z ludźmi, gdy przenoszą swoją uwagę z sali szkoleniowej do naturalnego środowiska? Co się zmienia w człowieku, kiedy zaczyna na nowo doświadczać kontaktu z naturą? Co najczęściej ich zaskakuje w tym doświadczeniu?

Kilkudniowe warsztaty w lesie, które prowadzę nie są łatwym doświadczeniem, ponieważ wystawiają osoby biorące w nim udział na dyskomfort. To różnego rodzaju niewygody: potencjalny chłód, przemokniecie, zimna woda do mycia, brak łóżka i wiele innych. W sali szkoleniowej jest dużo bardziej bezpiecznie. A jednak te koszty niosą z sobą również ogromną wartość związaną z odkrywaniem prostoty życia, możliwością obcowania z dziką przyrodą, z ciemnością. Z czasem pojawia się jakiś rodzaj ukojenia, zgody na to, że rzeczy nie muszą być idealne. Warsztaty trwają 5 dni, podczas których nie schodzimy do cywilizacji, zatem trzeba zabrać ze sobą wszystko, co niezbędne. I tu często pojawia się zaskoczenie, że ostatecznie niewiele potrzebujemy do życia, choć zwykle plecaki są przeładowane zbędnymi rzeczami.

Co Pana zdaniem najbardziej oddziela współczesnego człowieka od natury: technologia, tempo życia, sposób myślenia, a może coś głębszego? Czy Pana zdaniem to wszystko ma jakiś sens i życie w mieście też pozwala nam świadomie doświadczać połączenia z naturą?

Wymyśliliśmy świat, w którym czujemy się coraz bardziej komfortowo, ale który na głębokim poziomie nam i środowisku nie służy. Coraz bardziej się oddzielamy w miarę rozwoju technologicznego. Miejski styl życia jest najdalej od przyrody, choć totalnie od tej przyrody zależy. Oczywiście w miastach również znajdziemy skrawki przyrody i warto dbać o nie i powiększać te obszary. A także przebywać w nich często. Warto jednak uświadomić sobie, że to wszystko są substytuty naszej żywej relacji z przyrodą, która obejmuje kontakt z własnym ciałem, emocjami, innymi ludźmi, miejscem życia, przyrodą w wymiarze planetarnym i Absolutem. Na każdym z tych poziomów doświadczamy oddzielenia. Zatem nie chodzi wyłącznie o spacery w parku, choć oczywiście i one są ważne.

Czy inspirują Pana tradycje rdzennych kultur, np. rdzennych mieszkańców Ameryki, które podkreślają jedność z naturą? Jeśli tak, czego możemy się od nich nauczyć?

Tak, to ważna inspiracja. Z tych tradycji możemy się wiele nauczyć, np. podejścia, które pozwala widzieć istoty pozaludzkie jako część naszej wielkiej rodziny. I jednocześnie jestem krytyczny wobec tych tradycji wystrzegając się „mitu szlachetnego dzikusa”. Rdzenne tradycje mają swoją „mądrość ekologiczną”, z której warto czerpać, ale są również odpowiedzialne w wielu miejscach za degradację środowiska, np. wytępienie megafauny na niemal wszystkich kontynentach.

Czy „dzikus”, jako postać autentyczna, połączona z naturą, o której Pan pisze w swojej książce „Odkrywanie natury. Praktyka głębokiej ekologii”, to w pewnym sensie ten sam sposób doświadczania świata, który zachował się w tradycjach rdzennych kultur? Na ile to podejście jest Panu bliskie

„Dzikus” jest figurą symboliczną odzwierciedlającą w nas to, co żywe, zwyczajne, spontaniczne. Każdy z nas nosi w sobie „dzikusa/dzikuskę”. Pojawiają się ważne pytania: jak traktujemy tę część, jak ją pielęgnujemy w sobie, czy jesteśmy otwarci na ten dziki głos i co z nim robimy? Bardzo ważne jest, byśmy zadbali o tę część nas, która tęskni za prostotą życia, za kontaktem z dziką przyrodą, za naturalnym ruchem, za zdrowym snem i jedzeniem, za aktywnością i odpoczynkiem, za bliskością innego ciała i intymnością w kontakcie z drugim człowiekiem.

W naszym projekcie używamy pojęcia „łączność z naturą”. Jak Pan rozumie tę łączność na poziomie doświadczenia? Czym dla Pana osobiście jest „łączność z naturą”? Czy to bardziej doświadczenie psychologiczne, duchowe, czy może coś, co wymyka się takim podziałom?

Natura, to coś więcej niż tylko zwierzęta, rośliny, grzyby i drobnoustroje. Istotą „łączności z naturą” są relacje, które mamy z własnym ciałem, emocjami, innymi ludźmi, miejscem zamieszkania, przyrodą i Absolutem. Zatem na poziomie doświadczenia łączność z naturą wyraża się m.in. w dostrojeniu do rytmów przyrodniczych: rytmu dobowego z czasami aktywności, odpoczynku i snu, rytmu miesięcznego (szczególnie dla kobiet), rytmu rocznego związanego z porami roku i rytmu życia, czyli zgody na bycie dzieckiem, młodzieńcem, dorosłym, starcem… W tych doświadczeniach przenikają się aspekty cielesne, emocjonalne, psychiczne, społeczne, kulturowe i duchowe. W każdym z tych aspektów doświadczamy obecnie bolesnego oddzielenia i w związku z tym na każdym z tych wymiarów stoi przed nami wyzwanie ponownego połączenia.

Czy ma Pan własne praktyki lub rytuały, które pomagają Panu utrzymywać to poczucie połączenia?

Oczywiście. Dzień zaczynam od gimnastyki i medytacji. Posiłki jadamy wspólnie dziękując za to, co mamy na stole. Praktykujemy rytuały związane z przesileniami i równonocami. Stosunkowo dużo przebywam w przyrodzie śpiąc w lesie, pod gołym niebem (ewentualnie z rozwieszoną płachtą przed deszczem). Nie spieszę się. Nie biorę na siebie zbyt wielu obowiązków.

Jakie największe lekcje wyniósł Pan z przebywania samotnie w lesie?

Przebywanie samotnie w dzikiej przyrodzie uczy mnie pokory. Dzisiaj często idealizujemy przyrodę zamknięci w swoich bezpiecznych kapsułach. A przyroda oprócz piękna niesie z sobą sporo zagrożeń. To dlatego właśnie się od niej oddzielamy. Wystawiając się na te zagrożenia i unikając jednak nadmiernego ryzyka uczę się pokory jednocześnie odkrywając swoje zasoby do radzenia sobie z wyzwaniami, dyskomfortem. To pozwala mi budować swoją odporność wobec różnych przeciwności. Innymi słowy, poznaję samego siebie w kontakcie z czymś większym ode mnie. To okazja do duchowych wglądów, ale też uczenie się, co jest naprawdę ważne, czego potrzebuję, a co mogę sobie odpuścić. To wielka lekcja prostoty i zwyczajności życia, które jest pełne i kompletne.

We wrześniu Fundacja Instytut Psychologii Stresu organizuje kongres: „Zaopiekowani w Stresie – Natura Jako Źródło Zdrowia Psychicznego”. Ubolewamy, że nie jest Pan dostępny w czasie kongresu. Gościem specjalnym tego wydarzenia będzie Profesor Qing Li, który przeprowadził wiele badań potwierdzających wpływ leczącej mocy natury na obniżenie kortyzolu. Co Pan sądzi o takich badaniach? Czy prowadzi Pan swoje badania? W rozmowie z dr Qing Li (https://www.lacznoscznatura.pl/las-leczy/) pojawiała się właśnie ta perspektywa badań naukowych, Pan mówi o czymś głębszym, o relacji. Jak te dwa poziomy się łączą?

Badania naukowe są oczywiście ważne, ale warto uświadomić sobie, że nauka nie odpowie nam na najważniejsze pytania. Możemy zbadać, jak pobyt w lesie obniża poziom kortyzolu, ale żadne badanie nie odpowie na pytanie jak żyć w sposób pełny. Może dlatego porzuciłem uprawianie nauki na rzecz edukacji i głębokiej pracy z ludźmi związanej z wychodzeniem z syndromu oddzielenia. Praktykowanie wystarczająco dobrego życia w połączeniu z sobą, innymi i przyrodą jest dużo ważniejsze niż uprawianie nauki. Ale oczywiście cały czas korzystam z badań naukowych, ponieważ zajmuję się również popularyzowaniem nauki.

Przy tej okazji warto podkreślić, że kortyzol jest ważnym hormonem, od którego zależy nasze życie. Ostatnio stał się negatywnym bohaterem, ponieważ bierze udział w reakcji na stres. A stres, przyjęło się, że jest czymś złym. Gdy patrzymy z perspektywy całości, to warto zauważyć, że nie ma życia bez stresu. Stres jest naturalną reakcją organizmu na czynniki środowiskowe. Walka z nim nie ma sensu. Oczywiście w obecnych czasach mamy go za dużo. Ale zamiast pomstować na niego warto odczytać sygnały, jakie on niesie. W tym nadmiernym stresie jest zawarta ważna informacja o nas i o świecie, który stworzyliśmy. W związku z tym, to, co mamy zrobić, to wnikliwie przyjrzeć się sobie i usłyszeć głos własnego ciała, głos naszych relacji, głos Ziemi. Ten głos niesie z sobą ból, cierpienie i płacz, ponieważ krzywdzimy siebie, inne pozaludzkie istoty oraz planetę. Nie chcemy tego słyszeć, dlatego upajamy się rozrywką, zakupami i wieloma innymi naszymi uzależnieniami. Ta konfrontacja jest punktem wyjścia do zmiany, której potrzebujemy dla siebie i świata.

Co Pan sądzi o rozwijającym się trendzie Shinrin Yoku, kąpieli leśnych, lasoterapii w Polsce? Czy przeciętny człowiek naprawdę będzie mógł wesprzeć swój kontakt z naturą praktykując Shinrin Yoku w Polsce? A może Pana zdaniem możemy oprzeć się o polską wiedzę, badania i praktykę? Czy doświadczenie natury może być realnym narzędziem radzenia sobie ze stresem i wypaleniem zawodowym? Jak to działa w praktyce? Może wskazałby Pan inne obszary wsparcia współczesnego człowieka w zaopiekowaniu się stresem, przeciążeniem, tak, by jak najwięcej ludzi doświadczyło realnego wsparcia?

Jeśli ludzie będą częściej chodzić do lasu, przebywać na świeżym powietrzu i ruszać się, to niezależnie od tego, jaką to przybiera formułę – jest to dobry kierunek. I jednocześnie jest w tym niebezpieczeństwo, że wykorzystamy te narzędzia do „stawiania ludzi do pionu” wobec przeciążenia życiem, którego są ofiarą. Ważne jest zobaczenie całego obrazu. Stres, wypalenie zawodowe, różnego rodzaju zaburzenia – to są ważne sygnały, które dajemy sobie, daje nam świat, że dzieje się coś niedobrego. Te zjawiska są błogosławieństwem, ponieważ dają nam szansę na realną zmianę – jeśli oczywiście je uznamy i doświadczymy związanego z nimi dyskomfortu. Podobnie jest z innymi aspektami Wszechkryzysu. Nie chodzi o to, by z nimi walczyć, tylko uznać ich bolesny potencjał do zmiany, której potrzebujemy. Jeśli więc znajdziemy jakieś „plastry”, by tego wszystkiego nie czuć i w odpowiedni sposób się regulować, by ostatecznie wrócić do skrajnie niezrównoważonego życia, to zaprzepaścimy szansę na zmianę. Warto więc uświadomić sobie z jaką intencją coś robimy i czy w subtelny sposób nie oddzielamy się od tego, co jest. Wyobrażam sobie, że może być taka sytuacja, że idę do lasu, by uniknąć tego, co żywe we mnie i woła o uwagę.

Jest jeszcze drugi aspekt. W tych wszystkich praktykach ciągle w centrum jest człowiek, co wpisuje się w toksyczny wymiar antropocentryzmu. Jeśli więc idę do lasu tylko po to, by „zrobić sobie dobrze” i nie widzę, że mu coś zagraża w postaci masowej wycinki, zmiany klimatu czy innej nadmiernej presji cywilizacyjnej, to podtrzymuję kolejny wymiar oddzielenia. W ekopsychologii powtarzamy, że kluczowym etapem na drodze do ponownego połączenia z przyrodą jest doświadczenie bólu świata. Bez tego kontakt z przyrodą będzie tylko kolejną formą „masowania ego”, co jest charakterystycznym przejawem współczesnej kultury hedonistycznej. Korzystając z przyrody możemy zapominać, że ona potrzebuje naszej ochrony. Nie tylko w postaci jakiejś formy aktywizmu, ale też odpowiednich zmian w indywidualnym stylu życia, który bardzo często jest zabójczy dla środowiska. Chodzi o to, by przełamać sposób myślenia, że mogę tylko brać coś z natury nie dając nic w zamian.

Jak Pana zdaniem zachęcić ludzi żyjących w miastach, zapracowanych i przeciążonych, by zaczęli czerpać radość z bycia bliżej natury tak, by nie stała się ona kolejnym obciążeniem w natłoku dnia i zadań? Jakie Pana zdaniem proste praktyki może wprowadzić każdy z nas, aby odbudować relację z naturą w codziennym życiu?

Nie jestem specjalnie dobry w motywowaniu ludzi do czegoś, w tym do kontaktu z naturą. Sam fakt, że musimy się do tego przekonywać pokazuje poziom szaleństwa, jaki osiągnęliśmy. Jeśli ktoś jest przeciążony i zapracowany, to raczej proponuję pełne doświadczenie tego zapracowania i przeciążenia z wszystkimi tego konsekwencjami. Najprostszą praktyką jest kontakt z tym, co jest, co przynosi bieżąca chwila. Bez znieczulania się i unikania kontaktu z tym, co jest. Tam właśnie jest ogromny potencjał naturalnego procesu, który ma swoją mądrość samoregulacji. Zaufanie temu procesowi, poddanie się mu jest wszystkim, co mamy do zrobienia. Cała reszta przyjdzie sama.

Gdyby miał Pan zostawić czytelnikom przesłanie dotyczące życia bliżej natury, co by to było?

Pozwól życiu żyć.

Oddech w pracy.

Kongres „Zaopiekowani w stresie – natura jako źródło zdrowia psychicznego” to 3-dniowe wydarzenie poświęcone zdrowiu psychicznemu, regulacji stresu oraz naukowo potwierdzonej roli natury w procesach regeneracji i profilaktyki. Łączy perspektywę naukową, psychologię i psychoterapię z praktyką Shinrin Yoku, doświadczeniem ciszy, medytacji, oraz muzyką relaksacyjną na żywo.

Wydarzenie odbędzie się 3 września w Warszawie, a 4–5 września w Ośrodku Cisza (www.osrodekcisza.org). Kongres tworzy przestrzeń zarówno do zdobywania rzetelnej wiedzy, jak i do głębokiego, osobistego doświadczenia kontaktu z naturą.

Projekt „Zaopiekowani w stresie – natura jako źródło zdrowia psychicznego” został sfinansowany ze środków Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach rządowego programu fundusz inicjatyw obywatelskich NOWEFIO na lata 2021-2030.

Projekt jest realizowany przez Fundację Instytut Psychologii Stresu.

Agnieszka Czubak

Narodowy Test na Stres Polaków
Przejdź do treści